MAM WAKACJE!
W zeszłym tygodniu miałam 4 ostatnie matury - geografia i biologia rozszerzona oraz ustny polski i angielski...
Geografią jeszcze odrobinę się stresowałam, poszło mi.. źle, pewnie będę miała jakieś 65% z tego co sprawdzałam, biologia - jeszcze gorzej - ok. 60%. Myślę, że brak presji pt. "muszę dobrze zdać, bo nie dostanę się na studia" tak zadziałał. I tak wiedziałam, że robię rok przerwy. Jakoś się już nastawiłam na poprawę za rok, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie wiem jaki kierunek wybiorę, więc nie wiem co będę musiała zdawać na maturze. Cóż, w sumie do lutego mam czas. ;p
Z obu ustnych miałam 100%. Nimi najbardziej się stresowałam, angielskim jeszcze nie tak bardzo, dziwię się, że dostałam 30/30, bo jestem święcie przekonana, że w zadaniu trzecim uparcie powtarzałam "plakat" zamiast "poster". W każdym razie angielski miałam w środę, a polski w czwartek. Na obu listach byłam piętnasta, więc wchodziłam do klasy późno, co miało plusy i minusy - z jednej strony nikt nie kręcił mi się po szkole, nie było dzwonków, etc. Jednak miałam calutki dzień na stres, który ściskał mój żołądek i nie pozwalał nic zjeść, zwłaszcza przed polskim. Poważnie martwiłam się, że moja praca jest niespójna i niepoprawna merytorycznie. Na śniadanie ledwo zjadłam jedno ciastko francuskie, które męczyłam chyba przez ponad godzinę, na obiad troszkę ziemniaków. Na maturę wchodziłam o 19... Jako ostatnia z mojej szkoły zdawałam ustny polski. Byłam baaardzo zestresowana, po prostu cała dygotałam. Może to wzbudziło litość komisji, bo pytania miałam całkiem łatwe, no a przynajmniej związane z moją pracą, a nie jakieś wzięte z opracowań/ bibliografii/ kosmosu... No i 100! Następnego dnia miałam biologię o 9 i byłam taka wyczerpana, że nie miałam już na to siły.
Aleeee... Będę się tym (może) martwiła jak dostanę wyniki.
Tymczasem mam wakacje !! ;3
W ten weekend mieliśmy jechać na spływ kajakowy, ale kilka osób zrezygnowało, a że grupa i tak była nieliczna to zmieniliśmy termin. Co było dla mnie świetne, bo mogłam pojechać z dziewczynami na Kaszuby. Było.... c u d o w n i e.
Moja hiszpańska rodzinka przygarnęła szczeniaczka. ^^ Jest słodziutki. Wysłali mi dzisiaj kontrakt. Ludzie, ludzie, ludzie!! Za niecałe dwa tygodnie będę w Hiszpanii!!!!!!! ;O AAaaa...!!
Rozmawiałam dzisiaj też na skypie z włoską rodzinką, pytali co tam u mnie, jak matury, kiedy jadę do Hiszpanii, etc. :))
Ojejajajajaja właśnie zaczął się najlepszy okres mojego dotychczasowego życia, nic mi nie zepsuje humoru i pozytywnego nastawienia! :D
Jutro idę odebrać dowód, a potem odprawiam się online! Woah, chyba zacznę się stresować, w życiu nie leciałam samolotem... Hmmm...
